29.1.13

Kiedy przyjdzie pora na pierwsze "nie"...

Życie rodzica nie różni się jakoś szczególnie od pogody za oknem. Są majówki i są burze. A dziś będzie o zachmurzeniu umiarkowanym, miejscami dużym.
Bo prawda jest taka, że chwile słabości i zwątpienia się zdażają. Co gorsze - to właśnie w tych chwilach słabości rozhuśtany nastrój Młodego niezbyt przyjemnie rezonuje z moim i wahadełko, nad którym sam próbuję zapanować, zaczyna tańczyć irlandzkiego jiga pogwizdując na wysokich tonach... krótko mowiąc zaczynam się zastanawiać, skąd Młody czerpie tę swoją energię i czy ja też mogę trochę uszczknąć.

Inna sprawa, która mnie wtedy intryguje, to jego optymizm. Bez względu na to, czy płacze, czy zaśmiewa się zaraźliwie, czy może próbuje na mnie swoich najpoważniejszych min, to zawsze mam wrażenie, że dąży do celu...

Bo dziecku trzeba przecież czasem odmówić. Bez szczegółów...

- Tato, czy mogę...?
- Niestety synku, to nie najlepszy pomysł.
- Aha...

Mina stara się utrzymać w pozycji "pogodna".

- Tato?
- Tak?
- Czy mogę teraz?
- Synku, to nie jest kwestia czasu, to po prostu nie jest najlepszy pomysł
- Aha...

mina radykalnie się zmienia i Młody zaczyna przeciekać...

- Taaaatuuuuusiuuuu...
- Ale dlaczego płaczesz?
- No bo... no bo... no bo...
- No już uspokój się i powiedz, ao co chodzi...
- no bo... czy mogę?
- Synkuuu...  to nie jest...
- ...tak wiem


Młody przestaje płakać i już prawie odchodzi do innych zajęć, gdy nagle się odwraca i mówi.
- Wiesz tatusiu mam takiego pomysła...
- No jakiego synku
- Żebym jednak mógł...

I zastanawiam się wtedy... kim on będzie, gdy dorośnie i czy ja nauczę się kiedyś czegokolwiek mu odmówić...

2 komentarze: