Tatuś-Bajarz ledwie zdążył zakończyć poprzedni wpis - ten o oczekiwaniu, a w domu pojawił się nowy powód do skreślenia kilku słów.
No może nie ledwie, ale jeśli macie szczęście posiadania dzieci (zwłaszcza tych niewielkich i w ilości przekraczającej jedną sztukę), to zapewne zrozumiecie względność czasu w tym wypadku.
Najpierw Młody poszedł do zerówki. Nowa szkoła i nowe znajomości na początku nieco go onieśmielały, ale wszystko wskazuje na to, że mu się tam spodobało. Nawet system zmianowy, wymuszony przez ilość dzieci z jednego rocznika, nie rzucał cienia na ten nowy etap. Co więcej, Młodemu poprawił się apetyt.
Ale apetytem nie będziemy się zajmować.
Młodszy - na razie trwa w beztrosce nie wiedząc nawet, że z przyczyn punktowych i deograficznych na jakiś czas upiekło mu się ze żłobkiem.
No i był jeszcze Brzuszek. Z jakiegoś powodu postanowił on nie ujawniać się do końca. Za to nagle postanowił regularnie o sobie przypominać. I na tym właściwie minęła nam ostatnia środa. No prawie.
Ukochana wydawała się znajdować wiele przyjemności w straszeniu Tatusia-Bajarza pytaniami o wszelkie możliwe trasy dojazdu do szpitala. Zrobiła mu nawet test na wyrywki, co miałby zrobić, gdyby do szpitala nie zdążyli.
Żarty wydawały się jednak trochę mniej zabawne, gdy wieczorem Młody i Młodszy poszli już spać, a Brzuszek dalej dokazywał.
Kiedy udało nam się znaleźć opiekę dla chłopców, ruszyliśmy w rajd przez miasto. Był to oczywiście "rajd" głównie w sensie umownym. Znaki wyznaczały prędkość, Tatuś-Bajarz zwalnial przed zakrętami, a całą trasa była... cóż tu dużo mówić. Głównie nocna...
A potem pojawiła się Młoda.
Wczesnym... bardzo wczesnym rankiem Tatuś-Bajarz wrócił do domu, by stawić czoła jeszcze jednemu wyzwaniu. Jeszcze śpiący, usiadł na kanapie i spojrzał na Młodszego. Ten zapytał tylko "Gdzie Mama?"
Tatuś-Bajarz wyobraził sobie, jak okropnym przeżyciem dla Potomków musiało byc obudzenie się w domu bez Ukochanej. Kiedy jednak w kilku słowach usłyszeli, co wydarzyło się w nocy, obydwaj spojrzeli pytająco: "I co teraz?"
- A teraz - zaczął Tatuś-Bajarz - idę się ogolić. Kto chce popatrzeć?
I wszyscy trzej pomaszerowali do łazienki.
Facet, też może być kurą domową i dziecku różne bajki opowiadać. Zwłaszcza, jeśli dziecko również opowiada.
7.9.15
1.9.15
Oczekiwanie... jak ja nie cierpię oczekiwania. Zawsze coś się przegapi.
Są - w szczególności - dwie sytuacje, których Tatuś-Bajarz bardzo nie lubi.
Pierwszą z nich jest pośpiech. Drugą oczekiwanie.W obu przypadkach prawie zawsze coś się skopie, przeoczy, o czymś zapomni i kto wie, co jeszcze.
Sęk w tym, że Tatuś-Bajarz (wraz z Ukochaną) są właśnie w stanie intensywnego Oczekiwania, a Trzecia Przesyłka - jakby wzorując się na swoich braciach - wcale się nie spieszy, choć jej termin właśnie minął.
No nie powiem, że się tego nie spodziewaliśmy, ale ponieważ przez ostatnie kilka lat nagromadziło nam się trochę "patyny", to i rzeczy do zrobienia "na wczoraj" nie brakuje. Ukochana z resztą całkiem aktywnie potrafi odnaleźć wszystkie niezbędne, choćby najmniejsze, robótki.
I tak przez ostatnie tygodnie Tatuś-Bajarz bawił się w cieślę, murarza, glazurnika, hydraulika oraz ogólnie pojmowaną złotą rączkę i logistyka. Prawie nie starczało mu czasu na balkonowy ogródek.
Rozwiązywaliśmy problemy, jeden za drugim, z taką intensywnością, że któregoś wieczoru, gdy usiedliśmy na spokojnie (eufemistycznie rzecz ujmując), zauważyliśmy, że zapomnieliśmy przedyskutować i zaplanować jeszcze kilku - dość waznych - szczegółów. Oczekując na Trzecią Przesyłkę najwyraźniej wpadliśmy w taką rutynę, że zapomnieliśmy - na przykład - zatankować Familiobus - to był ten moment, gdy Tatuś-Bajarz wreszcie kupił kanister, o któym mówił od dwóch lat. Później niż zwykle zapakowaliśmy też walizkę szpitalną, później wyeksmitowaliśmy Młodszego z łóżeczka (ku naszemu zaskoczeniu zniósł przenosiny, bez jednej kropli sprzeciwu - twarda sztuka).
Fotelik przyjechał w ostatniej chwili i nagle zorientowaliśmy się, że nie da się go zamontować do naszego obecnego, terenowego, wózka spacerowego.
- Tatusiu-Bajarzu - zaczęła Ukochana niepokojąco spokojnie.
- Tak? - odparł zagadniony, pozornie spokojnie.
- ...a co zrobimy z wózkiem?
- ...przecież mamy wózek. Oh... wait... Tym drugim wózkiem...?
- ahm. - wzięła wdech i...
No bo nie zastanowiliśmy się, czy bierzemy pojedynczy, czy kombi, czy się tam fotelik wpina, czy duże kółka i jaka waga, i żeby nam w samochodzie się mieścił...
- A kolor? - Tatuś-Bajarz nie do końca był pewien, czy zadał to pytanie, bo zmęczony ostatnimi tygodniami i nieco przygnieciony nadcodzącymi, powoli odpłynął w sen, w którym po podwórku ganiał wszelkie możliwe rodzaje wózków. Te zaś, w nosie mając zasady, grały w piłkę pod zakazem gry w piłkę, jeździły na hulajnogach po parkingu i ciągnęły za warkocze małe spacerówki.
Jak dobrze - pomyślał jeszcze tylko - że Ukochana tak nad wszystkim panuje.
Pierwszą z nich jest pośpiech. Drugą oczekiwanie.W obu przypadkach prawie zawsze coś się skopie, przeoczy, o czymś zapomni i kto wie, co jeszcze.
Sęk w tym, że Tatuś-Bajarz (wraz z Ukochaną) są właśnie w stanie intensywnego Oczekiwania, a Trzecia Przesyłka - jakby wzorując się na swoich braciach - wcale się nie spieszy, choć jej termin właśnie minął.
No nie powiem, że się tego nie spodziewaliśmy, ale ponieważ przez ostatnie kilka lat nagromadziło nam się trochę "patyny", to i rzeczy do zrobienia "na wczoraj" nie brakuje. Ukochana z resztą całkiem aktywnie potrafi odnaleźć wszystkie niezbędne, choćby najmniejsze, robótki.
I tak przez ostatnie tygodnie Tatuś-Bajarz bawił się w cieślę, murarza, glazurnika, hydraulika oraz ogólnie pojmowaną złotą rączkę i logistyka. Prawie nie starczało mu czasu na balkonowy ogródek.
Rozwiązywaliśmy problemy, jeden za drugim, z taką intensywnością, że któregoś wieczoru, gdy usiedliśmy na spokojnie (eufemistycznie rzecz ujmując), zauważyliśmy, że zapomnieliśmy przedyskutować i zaplanować jeszcze kilku - dość waznych - szczegółów. Oczekując na Trzecią Przesyłkę najwyraźniej wpadliśmy w taką rutynę, że zapomnieliśmy - na przykład - zatankować Familiobus - to był ten moment, gdy Tatuś-Bajarz wreszcie kupił kanister, o któym mówił od dwóch lat. Później niż zwykle zapakowaliśmy też walizkę szpitalną, później wyeksmitowaliśmy Młodszego z łóżeczka (ku naszemu zaskoczeniu zniósł przenosiny, bez jednej kropli sprzeciwu - twarda sztuka).
Fotelik przyjechał w ostatniej chwili i nagle zorientowaliśmy się, że nie da się go zamontować do naszego obecnego, terenowego, wózka spacerowego.
- Tatusiu-Bajarzu - zaczęła Ukochana niepokojąco spokojnie.
- Tak? - odparł zagadniony, pozornie spokojnie.
- ...a co zrobimy z wózkiem?
- ...przecież mamy wózek. Oh... wait... Tym drugim wózkiem...?
- ahm. - wzięła wdech i...
No bo nie zastanowiliśmy się, czy bierzemy pojedynczy, czy kombi, czy się tam fotelik wpina, czy duże kółka i jaka waga, i żeby nam w samochodzie się mieścił...
- A kolor? - Tatuś-Bajarz nie do końca był pewien, czy zadał to pytanie, bo zmęczony ostatnimi tygodniami i nieco przygnieciony nadcodzącymi, powoli odpłynął w sen, w którym po podwórku ganiał wszelkie możliwe rodzaje wózków. Te zaś, w nosie mając zasady, grały w piłkę pod zakazem gry w piłkę, jeździły na hulajnogach po parkingu i ciągnęły za warkocze małe spacerówki.
Jak dobrze - pomyślał jeszcze tylko - że Ukochana tak nad wszystkim panuje.
10.8.15
Twardym być... Yyyyjasne.
Ten temat mógł się już kiedyś na blogu Tatusia-Bajarza. Młody dostarczył mu przecież niejednej takiej rozterki. Ale po tych kilku latach wydawało się, że odporność już odrobinę wzrosła.
Tatuś-Bajarz już wiedział, że dziecku nie można na wszystko pozwalać, ani ustępować zbyt często. Dziecko musi wiedzieć, że dorośli mają swoje, Bardzo Ważne, Sprawy i czasem muszą zrezygnować z przyjemności zabawy z pociechą.
Tyle tytułem teorii.
Dzisiaj Tatuś-Bajarz spieszył się na spotkanie. Jednakże Młodszy dawał jasno do zrozumienia, że domek z klocków sam się nie zbuduje. Postawiliśmy więc fundamenty a czas uciekał. Młodszy nie opuszczał i trzeba było postawić parter.
W połowie pierwszego piętra (po małej aferze) Ukochanej udało się zastąpić Tatusia-Bajarza i mógł on (w wielkim pośpiechu) wyszykować się do wyjścia. Jednak...
...gdy tylko powiedział "Do zobaczenia, kochana Rodzinko!", usłyszał w odpowiedzi kląskanie bosych stópek na posadzce, a zaraz potem zza rogu wybiegł Młodszy. Ubrany w pieluszkę, z rękami szeroko rozpostartymi i z twarzyczką w zapłakanym uśmiechu.
Tatuś-Bajarz usłyszał jeszcze dziecięce "Tatooo... " i już wiedział, że dziś się spóźni.
Tatuś-Bajarz już wiedział, że dziecku nie można na wszystko pozwalać, ani ustępować zbyt często. Dziecko musi wiedzieć, że dorośli mają swoje, Bardzo Ważne, Sprawy i czasem muszą zrezygnować z przyjemności zabawy z pociechą.
Tyle tytułem teorii.
Dzisiaj Tatuś-Bajarz spieszył się na spotkanie. Jednakże Młodszy dawał jasno do zrozumienia, że domek z klocków sam się nie zbuduje. Postawiliśmy więc fundamenty a czas uciekał. Młodszy nie opuszczał i trzeba było postawić parter.
W połowie pierwszego piętra (po małej aferze) Ukochanej udało się zastąpić Tatusia-Bajarza i mógł on (w wielkim pośpiechu) wyszykować się do wyjścia. Jednak...
...gdy tylko powiedział "Do zobaczenia, kochana Rodzinko!", usłyszał w odpowiedzi kląskanie bosych stópek na posadzce, a zaraz potem zza rogu wybiegł Młodszy. Ubrany w pieluszkę, z rękami szeroko rozpostartymi i z twarzyczką w zapłakanym uśmiechu.
Tatuś-Bajarz usłyszał jeszcze dziecięce "Tatooo... " i już wiedział, że dziś się spóźni.
29.7.15
Marzenia Spełnione
Nie bójmy się powiedzieć tego wprost... Tatuś-Bajarz długo nie pisał. Oficjalnie trzymamy się wersji, w której każdy zasługuje na wakacje i krótki (bądź dłuższy) odpoczynek od czynności powszednich.
Tatuś-Bajarz dodatkowo swoje wakacje wypełnia również przygotowaniami do nadejścia kolejnej Przesyłki. I wszystko wskazuje na to, że razem z Ukochaną doczekają się wreszcie Młodej.
Dziś jednak Tatuś-Bajarz chce Wam się pochwalić spełnionymi ( i wciąż spełnianymi) marzeniami. I obiecuje, że będzie krótko i treściwie. Bo dziś ma on Urodziny, a od samego rana...
Bardzo wszystkim dziękuję... ale Familii najbardziej.
Tatuś-Bajarz dodatkowo swoje wakacje wypełnia również przygotowaniami do nadejścia kolejnej Przesyłki. I wszystko wskazuje na to, że razem z Ukochaną doczekają się wreszcie Młodej.
Dziś jednak Tatuś-Bajarz chce Wam się pochwalić spełnionymi ( i wciąż spełnianymi) marzeniami. I obiecuje, że będzie krótko i treściwie. Bo dziś ma on Urodziny, a od samego rana...
Bardzo wszystkim dziękuję... ale Familii najbardziej.
21.5.15
Tato to ja... – znów
A jednak... okazało się, że
Tatuś-Bajarz nie do końca miał rację w sprawie czasopism dla
ojców i ani się obejrzał a już udzielał wywiadu do najnowszego
„Tato, to ja”. To już trzeci numer tego wydania specjalnego i
Bajarz chętnie poczytałby jeszcze kilka.
Jeśli jeszcze nie mieliście okazji
zapoznać się z tym numerem, to poczytajcie, co możecie w nim
znaleźć.
Zacznę od tego, że Tatuś-Bajarz
znalazł się tutaj w doborowym towarzystwie. Na stronach
poświęconych blogom znajdziecie Supertatę, BlogOjca i Oczekując.
Jest mi niezmiernie miło i zachęcam do odwiedzenia również innych
Tatusiów.
![]() |
| (C) Supertata.tv |
A co do samego numeru. Jakkolwiek
stereotypowo to może zabrzmieć najbardziej zainteresował mnie (i
odrobinę rozczarował) krótki artykuł na temat samochodów
rodzinnych. Akurat tak się złożyło, że razem z Ukochaną (oraz w
oczekiwaniu na trzecią Przesyłkę) poszukiwaliśmy nowego kandydata
na familiowóz. Przedstawiono propozycje najlepszych rozwiązań w
kilku przedziałach cenowych i opisano je pod kilkoma najważniejszymi
aspektami. Niestety – i to był właściwie jedyny powód
rozczarowania – wszystkie propozycje dotyczyły rodzin 2+1 lub 2+2.
Szanowna redakcjo – w następnym numerze prosimy o przekrój aut
dla 2+3 i 2+4. Jestem pewien, że odbiorcy się znajdą.
Niezwykle cenne wskazówki znajdziecie
w krótkim artykule na temat organizacji czasu. Rodzic musi sobie
zdać sprawę, jak bardzo dziecko zmienia jego plan dnia. Tych kilka
porad może oszczędzić Wam mnóstwa nerwów i trochę czasu.
Ogólne wrażenie z całego numeru jest
takie, że jest to jednak odcinek dla ojców bardzo świeżych, lub
oczekujących. Ale nie oznacza to, że Ci bardziej „doświadczeni'
nie znajdą tu czegoś dla siebie. Być może wydaje Wam (nam) się,
że wiecie już dużo – i wtedy nagle czytacie „Usypianie po
ojcowsku”. Wszystkie stereotypy przez chwilę przelatują przed
oczami, a potem pojawia się olśnienie – to działa.
Już na początku znajdziecie artykuł,
który powinien stać się podstawowym argumentem za tym, by takich
czasopism ukazywało się więcej. Rola ojca i jego podejście do
dzieci bardzo się zmieniają, ale obowiązujący stereotyp jest
wciąż cokolwiek krzywdzący. Ojciec ma swoje obowiązki i powinien
strzec granic, których dziecku nie wolno przekraczać. Ale ma też
swoje prawa. I o tym też możecie tu poczytać. Nie znajdziecie tu
wszystkiego, ale to co znajdziecie, może Was przyjemnie zaskoczyć.
No... i jest parę słów od Tatusia-Bajarza...
Mam nadzieję, że uda Wam się jeszcze
dostać ten numer w kioskach. Ja wracam do lektury.
11.4.15
Rozmowy nieuniknione #3
Młody nam dojrzewa i niestety pojawiły sie te chwile, gdy Potomek zaczął przy kasach sięgać po to, co znajduje w zasięgu ręki.
Uwaga petitem:
Odstępy między kasami mogłyby być nieco większe. Dzieci nie miałyby wtedy szans na zrzucenie jakiegoś towaru, za który rodzice będą później zmuszeni zapłacić. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że takie rozwiązanie nie byłoby poprawne handlowo... sprzedażowo, lecz, jako konsument, takie mam zdanie. W takim Kauflandzie, na przykład, są specjalne kasy, przy których nie ma słodyczy i rodzice mogą uniknąć niepotrzebnych kłótni. No ale my byliśmy w Lidlu.
Zazwyczaj Młody sięgał po małe groszki, lizaki albo batonika. Tym razem na najbliższej mu (i najniższej) półce znajdowały się owocowe prezerwatywy MONDOS w dwunastopaku...
Jesteśmy dorośli, prawda? Przecież się nie będziemy peszyć i czerwienić...
- Weźmy jeszcze to - zaczął nieśmiało Młody podając nam pudełko.
- To jeszcze nie będzie Ci, synku, potrzebne. - odparł Tatuś-Bajarz.
- Będzie - powiedział, jak zawsze przekorny, Młody. Po czym dodał - a co to jest?
- Zabezpieczenie - szybko i rzeczowo rzuciła Ukochana.
- Przed czym? - dopytywał Młody. Pudełko wciąż trzymał w ręku, a kolejka robiła się coraz dłuższa.
- Przed dziećmi - tym razem odpowiedzi znów udzielił Tatuś-Bajarz.
W tym miejscu Tatuś-Bajarz i Ukochana spojrzeli sobie w oczy i zdali sobie sprawę, że przecież Młody już czyta i bardzo szybko może tę dyskusję sprowadzić na jeszcze bardziej niezręczne tory...
- Nieprawda! - cicho wykrzyknął Młody bacznie wpatrując się w czerwone pudełko. - to jest przeciw bakteriom!
- Jedno drugiego nie wyklucza synku - powiedział Tatuś-Bajarz w głębi serca zadowolony, że właściwie nie powiedział jescze niczego niezgodnego z prawdą. Niemniej jednak kasa się już zbliżała i przyszła pora na kontratak.
- A Ty wiesz synku, jak długo trzeba potem taką bakterię myć? Normalnie całe życie...
Ukochana pogłaskała Młodego w rozczochraną czuprynę. Wprawdzie chciał jeszcze coś powiedzieć, ale wyjęła mu pudełko z rąk i pokazała małą półkę pod wózkiem, na której mógł sobie usiąść.
Uśmiech na jej twarzy był bardzo zaraźny... khm... zaraźliwy.
Uwaga petitem:
Odstępy między kasami mogłyby być nieco większe. Dzieci nie miałyby wtedy szans na zrzucenie jakiegoś towaru, za który rodzice będą później zmuszeni zapłacić. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że takie rozwiązanie nie byłoby poprawne handlowo... sprzedażowo, lecz, jako konsument, takie mam zdanie. W takim Kauflandzie, na przykład, są specjalne kasy, przy których nie ma słodyczy i rodzice mogą uniknąć niepotrzebnych kłótni. No ale my byliśmy w Lidlu.
Zazwyczaj Młody sięgał po małe groszki, lizaki albo batonika. Tym razem na najbliższej mu (i najniższej) półce znajdowały się owocowe prezerwatywy MONDOS w dwunastopaku...
Jesteśmy dorośli, prawda? Przecież się nie będziemy peszyć i czerwienić...
- Weźmy jeszcze to - zaczął nieśmiało Młody podając nam pudełko.
- To jeszcze nie będzie Ci, synku, potrzebne. - odparł Tatuś-Bajarz.
- Będzie - powiedział, jak zawsze przekorny, Młody. Po czym dodał - a co to jest?
- Zabezpieczenie - szybko i rzeczowo rzuciła Ukochana.
- Przed czym? - dopytywał Młody. Pudełko wciąż trzymał w ręku, a kolejka robiła się coraz dłuższa.
- Przed dziećmi - tym razem odpowiedzi znów udzielił Tatuś-Bajarz.
W tym miejscu Tatuś-Bajarz i Ukochana spojrzeli sobie w oczy i zdali sobie sprawę, że przecież Młody już czyta i bardzo szybko może tę dyskusję sprowadzić na jeszcze bardziej niezręczne tory...
- Nieprawda! - cicho wykrzyknął Młody bacznie wpatrując się w czerwone pudełko. - to jest przeciw bakteriom!
- Jedno drugiego nie wyklucza synku - powiedział Tatuś-Bajarz w głębi serca zadowolony, że właściwie nie powiedział jescze niczego niezgodnego z prawdą. Niemniej jednak kasa się już zbliżała i przyszła pora na kontratak.
- A Ty wiesz synku, jak długo trzeba potem taką bakterię myć? Normalnie całe życie...
Ukochana pogłaskała Młodego w rozczochraną czuprynę. Wprawdzie chciał jeszcze coś powiedzieć, ale wyjęła mu pudełko z rąk i pokazała małą półkę pod wózkiem, na której mógł sobie usiąść.
Uśmiech na jej twarzy był bardzo zaraźny... khm... zaraźliwy.
6.4.15
Przepowiadanie przyszłości
Mechanizmy rządzące komunikacją w rodzeństwie były dla Tatusia-Bajarza ciekawym zagadnieniem. Jako jedynakowi pozostawały mu obserwacje poczynione u kuzynów. Notował sobie w głowie wszelkie wskazówki na temat zachowań i ich konsekwencji. Och - ileż tam było kłótni i krzyków i każdy miał rację... i potem nagle wszyscy dorośliśmy,
A teraz Tatuś-Bajarz ma dwóch Potomków (i Przesyłkę w drodze) i stara się sięgnąć pamięcią do wszystkich tych "notatek".
Problemem, który od niedawna spędza mu sen z powiek jest konieczność przewidywania przeszłości. wychowanie już jednego Potomka jest wyzwaniem - przyjemnością, ale przede wszystkim wyzwaniem. Korzystanie z doświadczenia własnego i zasłyszanego pozwala mieć nadzieję, że Potomek będzie kimś, z kogo będziemy dumni. Nie tak literacko i szumnie - "bo każdy rodzic kocha swoje dziecko i jest z niego dumny" - ale tak prawdziwie, z uczuciem spokoju o przyszłość Potomka i ze świadomością dobrze wykonanej roboty.
Ale czasy się zmieniają... okoliczności się zmieniają... inne technologie, poziom wiedzy i kształcenia, czy wreszcie społeczeństwo i małe społeczności, w których ląduje Potomek, i z któych przez całe swoje życie czerpie wzorce. Nie zawsze są to wzorce godne czerpania. A jaki będzie efekt końcowy? Przyjdzie poczekać i się dowiedzieć.
A wracając do liczby mnogiej - jedno dziecko to wyzwanie, A Dwoje... czy prawie Troje?
Na dziś Tatuś-Bajarz z Ukochaną martwią się o to jak pogodzić Młodego i Młodszego w zakresie wzajemnie wyrywanych zabawek i drobnych szturchańców. Ale gdy dzieci śpią obydwoje zastanawiają się (Tatuś-Bajarz pewnie bardziej, bo Ukochana musi się lepiej wysypiać), co mogą zrobić, by w przyszłości Młody, Młodszy i Przesyłka szanowali się wzajemnie, wspierali i - co najważniejsze - potrafili siebie słuchać i ze sobą rozmawiać.
Gdyby tylko był na to jakiś wzór - no nawet matematyczny - to... ech... pewnie wtedy równie dobrze każdy mógłby wygrać szóstkę w totka.
A teraz Tatuś-Bajarz ma dwóch Potomków (i Przesyłkę w drodze) i stara się sięgnąć pamięcią do wszystkich tych "notatek".
Problemem, który od niedawna spędza mu sen z powiek jest konieczność przewidywania przeszłości. wychowanie już jednego Potomka jest wyzwaniem - przyjemnością, ale przede wszystkim wyzwaniem. Korzystanie z doświadczenia własnego i zasłyszanego pozwala mieć nadzieję, że Potomek będzie kimś, z kogo będziemy dumni. Nie tak literacko i szumnie - "bo każdy rodzic kocha swoje dziecko i jest z niego dumny" - ale tak prawdziwie, z uczuciem spokoju o przyszłość Potomka i ze świadomością dobrze wykonanej roboty.
Ale czasy się zmieniają... okoliczności się zmieniają... inne technologie, poziom wiedzy i kształcenia, czy wreszcie społeczeństwo i małe społeczności, w których ląduje Potomek, i z któych przez całe swoje życie czerpie wzorce. Nie zawsze są to wzorce godne czerpania. A jaki będzie efekt końcowy? Przyjdzie poczekać i się dowiedzieć.
A wracając do liczby mnogiej - jedno dziecko to wyzwanie, A Dwoje... czy prawie Troje?
Na dziś Tatuś-Bajarz z Ukochaną martwią się o to jak pogodzić Młodego i Młodszego w zakresie wzajemnie wyrywanych zabawek i drobnych szturchańców. Ale gdy dzieci śpią obydwoje zastanawiają się (Tatuś-Bajarz pewnie bardziej, bo Ukochana musi się lepiej wysypiać), co mogą zrobić, by w przyszłości Młody, Młodszy i Przesyłka szanowali się wzajemnie, wspierali i - co najważniejsze - potrafili siebie słuchać i ze sobą rozmawiać.
Gdyby tylko był na to jakiś wzór - no nawet matematyczny - to... ech... pewnie wtedy równie dobrze każdy mógłby wygrać szóstkę w totka.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

